"Polityczna bandyterka". Sąd cofa umorzenie sprawy Bąkiewicza
Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim uchylił decyzję o jej umorzeniu i nakazał ponowne rozpoznanie przez Sąd Rejonowy w Słubicach. To odwrócenie rozstrzygnięcia z połowy marca, kiedy sąd pierwszej instancji uznał, że czyny zarzucane działaczowi "nie noszą znamion przestępstwa".
O co chodzi w sprawie?
Postępowanie dotyczy wydarzeń z 2025 roku na przejściu granicznym w Słubicach. Prokuratura zarzuca Robertowi Bąkiewiczowi m.in. znieważenie funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej, ich pomówienie oraz nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Śledczy twierdzą, że miał kierować wobec funkcjonariuszy słowa podważające ich honor i działania w służbie. Sprawa obejmuje także jego wpisy w mediach społecznościowych i wypowiedzi publiczne dotyczące migrantów i osób narodowości niemieckiej. Za te czyny grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo do trzech lat więzienia.
17 marca 2026 r. Sąd Rejonowy w Słubicach umorzył postępowanie w całości. Uznał, że brak jest podstaw do prowadzenia sprawy karnej. Sam Bąkiewicz ogłosił wówczas sukces. "Zwycięstwo! (…) postępowanie (…) umorzone – brak znamion czynu zabronionego" – pisał w serwisie X, zapowiadając rozliczenie osób odpowiedzialnych za – jak to określił – "polityczne prześladowania".
Z decyzją sądu nie zgodziła się jednak prokuratura, która złożyła zażalenie. Sąd Okręgowy w Gorzowie uznał, że wcześniejsze umorzenie było przedwczesne i nie zostało poprzedzone pełną analizą materiału dowodowego. W efekcie uchylił postanowienie i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Ma się nią zająć inny sędzia.
"Absurd" i "stalinowska zasada"
Decyzję sądu odwoławczego ostro skomentował sam Robert Bąkiewicz. W opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie napisał: "To, co wcześniej Sąd w Słubicach zmiażdżył i na czym nie zostawił suchej nitki, teraz nagle wraca na wokandę. Absurd". Dalej dodał: "Widać, że wraca stara stalinowska zasada – dajcie mi człowieka, znajdę na niego paragraf. (…) Prokurator (…) zachowywał się tak, jakby przyszedł do sądu po odbiór wcześniej zamówionej decyzji".
Działacz zwrócił uwagę na tempo procedowania sprawy: "Normalni Polacy czekają na sprawiedliwość latami, ale gdy trzeba uderzyć w Bąkiewicza, machina (…) działa z prędkością światła". W jego ocenie działania wymiaru sprawiedliwości mają charakter polityczny: "To atak wymierzony w ludzi, którzy nie boją się głośno mówić o bezpieczeństwie Polaków". Na zakończenie dodał: "NIE ZASTRASZYCIE MNIE! (…) Wykorzystam ten proces, żeby pokazać całej Polsce, jak wygląda prawda o nielegalnej migracji".